Skrajności

Zwykle ich nie lubimy, choć przechodzenie ze skrajności w skrajność niewątpliwie wzbudza wiele emocji i mocno porusza. Fani piłki nożnej zapewne pamiętają finał Ligi Mistrzów z 2005 roku, kiedy to po 45 minutach meczu zespół z Mediolanu prowadził z Liverpoolem trzy do zera. Po kolejnych 45 minutach było trzy do trzech, a ostatecznie to angielski zespół wygrał – nie bez udziału polskiego bramkarza. Dla obserwatora z zewnątrz – świetne widowisko, grad goli, emocje do samego końca. Ale dla bezpośrednio zaangażowanych – choćby kibiców danych drużyn – to lawina… dla kibiców z Liverpoolu to jak przejście z piekła do nieba; dla tych z Mediolanu – z nieba do piekła.

Nic dziwnego, że Piotr Apostoł – o którym słyszymy w dzisiejszej Ewangelii – mógł mówić i chcieć zrobić coś niedorzecznego. Bo po co mieliby zamieszkiwać na tej górze? Skoro u podnóża oczekiwali na Jezusa inni Apostołowie, uczniowie, zgromadzony tłum ludzi.

Najpierw zapowiedź męki przez Pana Jezusa, potem to Przemienienie na górze; objawienie Mojżesza, Eliasza… i jeszcze głos z nieba wzbudzający lęk. Apostołowie mieli prawo mieć ,,zawrót głowy”.

Emocje, uczucia jako nieodzowny element naszego bycia w tym świecie są jak najbardziej ważne. Istotne jest jednak zachowanie zdrowego rozsądku i pamięć o tym, że nie są one najważniejsze. A w samych skrajnych sytuacjach, których przecież w tym świecie nam nigdy nie zabraknie – warto spojrzeć na umiłowanego Syna, w którym Bóg ma upodobanie. I posłuchać nie emocji, ale tego Syna.

Słowa Ewangelii według św. Mateusza:

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba oraz brata jego, Jana, i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, rozmawiający z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!” Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: „Wstańcie, nie lękajcie się!» Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”.

Oto Słowo Pańskie.